RSS
wtorek, 01 grudnia 2009
Frangokastello - zamek na plaży

Przegladając przewodnik o Krecie zaintrygowało nas zdjęcie zamku na plaży. Zamek wyglądał bardzo klasycznie - flanki typowo w kratę, cztery wieże na rogach zamku. Nie jest to może zamek Bodiam, ale naprawdę fajnie wyglądał-  zreszta spójrzcie sami.

Dodatkowy walor tego miejsca to fakt, że zamek jest przy wspaniałej plazy, a w oddali widać góry. Frangokastello leży na południowym brzegu wyspy. W ogóle jest ogromna różnica między północą a południem wyspy. Północ to hotele, turystyka i największe miasta wyspy- Heraklion, Rethymon i Chania. Południe jest bardziej malownicze, niedostepne, słabo zamieszkane, bardziej autentyczn niż północ. Wyspa ma tutaj zupełnie inny charakter. Sama droga z północy na południe dostarcza sporo wrażeń - trzeba przejechać przez góry wznoszące się na wysokość 2000 m. Waskie drogi, serpentyny, czasami tunele i piękne widoki. Dojeżdżając do Frangokastello na miejscu o godzinie 15 mamy temperaturę 35 stopni - upał nie do wytrzymania. Chłodzimy sie lodami w pobliskim barze.Dzieciaki sa zachwycone - Ewa poznaje nowe smaki,jest wesoło.

Nadszedł czas na zwiedzanie zamka- w środku nie ma specjalnie nic ciekawego- jak to ruiny, można dojrzeć ślady dawnych pomieszczeń, kuchni, komnat itd. Zamek wybudowali Wenecjanie. Miał chronić pobliski port przed piratami, którzy bardzo często napadali na wybrzeże Krety. Z tego też powodu  tutejsze klasztory były budowane jak twierdze. Plaga piractwa nękała wyspę przez kilkaset lat. Zamek został nazwany przez lokalna ludność zamkiem franków -stąd nazwa Frangocastello.


W 1828 roku rozegrały się tutaj krwawe wydarzenia. Grecy po raz kolejny próbowali wyzwolić sią spod okupacji tureckiej. Sześciuset greków broniło się przed ośmiu tysięczna armia. Ponad  połowa Greków  została zabita. To jeden z wielu krwawych epizodów w historii wyspy. 
Grecy przelali mnóstwo krwi, żeby wyzwolić się z obcego panowania, najpierw weneckiego a potem tureckiego. Historia niewątpliwe powinna łączyć Greków i Polaków. Kreta dopiero 100 lat temu uzyskala niepodleglość i przyłączyła sią do Grecji. Po zwiedzaniu zamku tradycyjnie
plażujemy. Jeszcze nigdy w zyciu tyle się nie naplazowałem co teraz na Krecie. Grzesiu i żona są zachwyceni, ja w sumie też nie protestuje- rozkoszujemy sie błogim lenistwem. Fajne miejsce do plażowania, tylko trochę za szybko morze robi się głębokie. Przechadzając sie brzegiem trafiamy na zatokę, gdzie angielska rodzinka łowi morskie stworzonka, chwalą sie swoimi trofeami.

 

W drodze powrotnej nie byłbym sobą, jakbym nie znalazą paru intersujących ruinek. Trafiamy do bardzo starego kosciołka w Frangokastello (XIII wiek), najciekawsze ze wokół rozciagają się posadzki wczesnochrzescijanskiej bazyliki.Byłą dużo większa od obecnego kościółka Kiedy została wybudowana ? Wszystko ginie w mroku dziejów, trzeba pamietać że chrzescijaństwo na Kretę trafiło razem ze św Pawłem ( w I wieku).

Poniżej kolejny bizantyjski kościółek w okolicach Franko.

 

 

22:23, kajka271
Link Dodaj komentarz »
Elaffonissi - różowy piasek ...

To nasz najdalszy wypad na Krecie. Jedziemy na chyba najsłynniejszą plaże Krety- Elafonissi. Plaża faktycznie była całkiem Ok, ale Balos było dużo ładniejsza, bardziej dzika. No i na balos nie było tyle ludzi, a tutaj  duzy parking i autokary z ludźmi. Plaża ma piekny piasek, w folderach piszą że różowy (w rzeczywistosci coś tam różowego widać, ale bez przesady z tym różowym ) To juz ostatnie większe plażowanie przed powrotem. Plaża rozciąga sie między wysepkami, jest bardzo płyciutko, idealnie dla dzieci. Robimy z całą rodziną
duzy trzywieżowy zamek- fajowo. Ewka jest zachwycona piaskiem, Grzesiu bardzo ładnie pływa w kółku. Grzesiu jeszcze na początku lata bardzo bał się wody, stopniowo się oswoił podczas pobytu w Lizakach i na Krecie już pięknie pływał w kółku. Plaża w Elafonissi mimo wszystko rozczarowuje, za dużo ludzi, za daleko i w sumie słabe widoki.


Niedaleko znajduje się pięknie położony klasztor prawosławny Chrysoskalitissa. Na wysokiej skale nad samym morzem, klasztor stanowił dobry punkt orientacyjny dla żeglarzy. Nazwa klasztoru oznaczająca złote schody pochodzi z legendy mówiącej, że pielgrzymi aby dotrzeć do klasztoru muszą pokonac 98 stopni, a ostatni 99, złoty stopień widoczny jest tylko dla wierzących. Poniżej zdjęcia z tego klasztoru.

Po drodze na Elafonissi mijamy śliczny kosciółek.

 

 

20:01, kajka271
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6